29 listopada 2018

"Tańczące martwe dziewczynki" - Graham Masterton

Tańczące martwe dziewczynki, Graham Masterton

Jeszcze do niedawna twórczość Grahama Mastertona była mi całkowicie obca. Do chwili, gdy otrzymałam egzemplarz Tańczących martwych dziewczynek od Wydawnictwa Albatros. Wcześniej wiele słyszałam o książkach tego autora i byłam niezmiernie ciekawa jego pióra. Biorąc do ręki ósmy tom z serii o Katie Maguire miałam nadzieję, że czeka mnie prawdziwy literacki podwieczorek. Czy rzeczywiście brytyjski pisarz skradł moje serce?

W studiu tańca w centrum Cork wybucha pożar, który okazuje się tragiczny w skutkach. Siedemnaścioro tancerzy ginie w płomieniach. Służby ratunkowe po przybyciu na miejsce odnajdują jedyną ocalałą osobę - małą dziewczynkę. Jako świadek zdarzenia może ona pomóc w wyjaśnieniu okoliczności pożaru. Jest jednak pewien problem - na skutek szoku dziewczynka nie chce mówić. Nadkomisarz Katie Maguire musi więc znaleźć inny sposób na rozwikłanie tej sprawy. Tymczasem Davy Dorgan, który przybył do miasta, by zająć miejsce zabitego przywódcy gangu, zaczyna realizować swoje plany. Okazuje się, że pożar to zaledwie kropla w morzu wstrząsających wydarzeń w Cork.


Nie rozniecaj ognia, którego nie mógłbyś sam ugasić.

Graham Masterton stworzył wciągającą historię, której akcja osadzona jest w Irlandii. Wykorzystał w książce elementy tradycji irlandzkiej (m.in. step irlandzki), przez co powieść zyskała szczególny klimat. Tłem dla toczących się wydarzeń jest między innymi wątek polityczny związany z jedną z koncepcji politycznych, jaką jest zjednoczenie Irlandii. Autor wplótł w powieść również inne ważne i kontrowersyjne tematy, takie jak funkcjonowanie służb policyjnych od wewnątrz, dyskryminacja kobiet, nielegalne walki psów, związki homoseksualne.

Ciekawym wątkiem obyczajowym jest prywatne życie Katie Maguire. Nadkomisarz boryka się z wieloma problemami, a część z nich ma związek z bolesną przeszłością. Nie czytałam poprzednich tomów cyklu, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. W książce pojawia się sporo odniesień do poprzednich części. Kluczowe informacje dotyczące minionych zdarzeń zostały wyjaśnione, dzięki czemu można nie tylko zrozumieć postawę głównej bohaterki, ale też zgłębić jej myśli i odczucia, obawy, pragnienia i podejmowane decyzje. Wątek osobistego życia Katie jest na tyle rozległy, by czytelnik miał możliwość zżyć się z nią i polubić bądź wręcz przeciwnie (ja nie polubiłam). To również chwila oddechu, odskocznia od wstrząsających wydarzeń, które zasypują Cork.

Fabuła jest dobrze przemyślana, poszczególne wątki łączą się w jedną, spójną całość. Muszę jednak przyznać, że nie wszystko w Tańczących martwych dziewczynkach przypadło mi do gustu. Przede wszystkim fakt, że sprawca jest od początku znany. Zagadką do rozwikłania są tak naprawdę wyłącznie jego motywy. Według mnie autor niepotrzebnie odkrył przed czytelnikiem karty, pozbawiając go przyjemności tropienia mordercy i współuczestniczenia w złożonym śledztwie. Zabrakło momentów utrzymujących napięcie, aura tajemniczości i niepewności często gdzieś się ulatniała, a szkoda, bo ta opowieść ma potencjał. Gęsta i mroczna atmosfera wynika bardziej z serwowanych odbiorcy brutalnych i przerażających scen, chociażby takich jak zbiorowy gwałt. Przychylnym okiem patrzę na całą historię głównie za sprawą wątków pobocznych, które co jakiś czas skutecznie wyrywały mnie z monotonii podążania do finału.

Masterton nie postawił na suspens, lecz skupił się na charakterystyce postaci, a ta wypada nieźle. Podążając do finału czytelnik coraz więcej dowiaduje się o przestępcy, który zburzył spokój mieszkańców miasteczka, o jego przeszłości i motywach działania. I chociaż czytelnik już na samym początku zna tożsamość, czarnego charakteru, z pewną dozą ciekawości śledzi tok wydarzeń, by skonfrontować swoje domysły na temat pobudek mordercy z wizją autora. Elementy układanki powoli zaczynają tworzyć jasny, klarowny obraz. Intrygującą postacią okazuje się także dziewczynka ocalała w pożarze - autor z dużą wprawą uchwycił jej strach, niepewność i zagubienie. Można więc powiedzieć, że choć autor pozbawił odbiorców pełnego napięcia oczekiwania na finał, wynagradza to umiejętną kreacją bohaterów i świetnym warsztatem pisarskim.

Książka Grahama Mastertona pomimo wspomnianych wad wciąż może zapewnić czytelnikowi sporo rozrywki, pod warunkiem, że nie straszne mu krwawe, pełne szczegółów opisy. To ciekawy i wciągający thriller poruszający problemy współczesnego świata. Styl autora jest bardzo przystępny, książkę czyta się szybko, nawet jeśli bywają chwile spowolnienia akcji. Polecam osobom o mocnych nerwach, odradzam zaś tym, którzy stronią od brutalnych, ociekających przemocą scen. Osobiście na pewno wrócę do poprzednich części cyklu i skuszę się również na inne książki tego autora.

KLIKNIJ, ABY ZOBACZYĆ, ILE KOTWIC PRZYZNAJĘ TEJ KSIĄŻCE

  • Tytuł: Tańczące martwe dziewczynki
  • Autor: Graham Masterton
  • Wydawnictwo: Albatros
  • Rok wydania: 2018
  • Liczba stron: 464

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz