2 października 2017

"Władczyni Mroku" - K. C. Hiddenstorm

Władczyni Mroku, K. C. Hiddenstorm

Och! Hmm... Nie pierwszy raz nie wiem, co powiedzieć. Już kilka razy się zdarzyło. Jednak tym razem naprawdę nie mam pojęcia. Brakuje mi słów. Właściwie po głowie krąży mi jedno zasadnicze pytanie. Dlaczego porzuciłam fantastykę na rzecz thrillerów i kryminałów na tak długi czas?! Oj, głupia! Co mnie podkusiło? Po lekturze Władczyni Mroku poczułam w środku straszliwą pustkę. Nie była ona spowodowana jakością książki, ależ skąd. A może właśnie była? Chyba tak. Ta wszechogarniająca mnie nicość zrodziła się z żalu, że literacka uczta z K. C. Hiddenstorm chwilowo dobiegła końca. Wielka szkoda, bo chociaż najadłam się do syta, zaostrzył się apetyt na inne, równie smakowite kąski.

Megan jest zwyczajną, nieco zagubioną i zwariowaną trzydziestoparolatką mieszkającą w San Francisco. Jej codzienność nie wyróżnia się spośród setek innych: pracuje, ma faceta, kota, a także spory pociąg do alkoholu czy innych używek. Czasem bardzo spory. Bywa pyskata, często mówi to, co jej ślina na język przyniesie, miewa dziwne wizje i dyskutuje z głosami we własnej głowie. Pewnego dnia życie Megan obraca się o sto osiemdziesiąt stopni. Szef wyrzuca ją z redakcji, gdy oblewa go kawą zmienioną we wrzątek w co najmniej paranormalnych okolicznościach. Kolejne dni przynoszą coraz więcej dziwnych i niewyjaśnionych "niespodzianek", a bohaterka stara się je jakoś racjonalnie wytłumaczyć. Wypiera prawdę, szukając logicznych argumentów. Do czasu, aż poznaje tajemniczego Nicholasa Marlowe'a. Wówczas do Megan zaczyna docierać, że jej życie jest tylko z pozoru zwyczajne.

Mówi się, że jest tyle rodzajów piekła, ile tylko jest w stanie wyobrazić sobie bądź stworzyć ludzki umysł. Całkiem możliwe. Jean-Paul Sartre powiedział, iż naszym piekłem są inni ludzie i to również wydaje się wielce prawdopodobne. Jednak w moim przypadku nie jest to trafne stwierdzenie, choć z pewnością byłoby łatwiej winić innych za własne porażki i niepowodzenia, uznać, że moje piekło jest dziełem innych. Ale nie, nie tym razem. W moim życiu to ja sama jestem swoim piekłem. Moje piekło tkwi w mojej głowie, w mojej umęczonej duszy.

Muszę przyznać, że ta pokaźnych rozmiarów książka początkowo wzbudziła we mnie drobne obawy. Ponad 550 stron to nie przelewki! Brałam też pod uwagę fakt, że jest to debiut autorki i może znacznie odbiegać stylem od nowszej powieści - Po złej stronie lustra. Jednak niepokój szybko minął, a cała historia wessała mnie niczym tornado i w tym stanie trwałam aż do samego finału. K. C. Hiddenstorm wykazała się olbrzymią wyobraźnią, tworząc niezwykłą i piękną, choć nieco mroczną opowieść. Przede wszystkim o miłości, ale również o trudnych wyborach, dążeniu do prawdy i nieustannej walce dobra ze złem. Walce, która toczy się na wielu płaszczyznach. Zarówno w sercach i umysłach bohaterów, jak i wokół nich, w otaczającym ich świecie.

Autorka pokazuje, że nie wszystko jest czarne lub białe. Czasem dobro i zło okazuje się trudniejsze (lub wręcz niemożliwe) do zdefiniowania. We Władczyni Mroku bohaterów nie da się w prosty sposób zaszufladkować, postawić w szeregu z innymi. Bywają sytuacje, gdy szala zrozumienia zaczyna przechylać się na jedną ze stron, choć nie na tą, którą zakładaliśmy na początku. Duże znaczenie mają motywy działań i decyzji poszczególnych postaci. Czytelnik musi sam ze sobą rozstrzygnąć, po której stronie się opowie i czy potrafi znaleźć wytłumaczenie dla pewnych zachowań. Czy jest w stanie je zrozumieć i zaakceptować.

O gorzka ironio, demon obdarzony sumieniem, potrafiący kochać, żart samego Stworzyciela, który chyba nie do końca wiedział, jak wielką potęgę powołuje do życia, jak skomplikowane w swym genialnym szaleństwie piękno przyjdzie mu przepędzić ze swego królestwa.

Na duże brawa zasługuje kreacja bohaterów. Autorka stworzyła postacie niesztampowe, odbiegające od utartych ideologii. Tutaj aniołowie noszą w sobie pierwiastek zła, demony zaś potrafią kochać czy współczuć. Bohaterowie fascynują swoją złożonością i niejednoznacznością. Lucyfer, Lilith, Michał, Gabriel, Azazel, Rafael, Uzjel - losy każdego z nich interesowały mnie równie mocno, a nadmiar emocji często zapierał dech w piersi. Nie ukrywam jednak, że najbardziej polubiłam... Megan. Zasadniczo bohaterka ta nie wydaje się być wzorem do naśladowania... Jest trochę dziwna, a nawet bardzo dziwna. A jednak jej poczucie humoru i sposób bycia wzbudza sympatię czytelnika. Megan przypomina mi trochę... mnie samą. Myśli krążące po jej głowie, skojarzenia i przeróżne dygresje bawiły mnie do łez, a jednocześnie przyłapywałam się na tym, że jestem zawiedziona! Rozczarowana, że te osobliwe porównania i celne riposty nie zrodziły się w mojej mózgownicy, lecz ich autorką jest jakaś inna niezrównoważona, a może mocno rąbnięta kobieta.

Ogromnym plusem tej powieści są także opisy scen wojennych. Dobrze przemyślane, dość szczegółowe, ale w żadnym wypadku nie nudne! Wręcz przeciwnie, fascynują, zaskakują, wzbudzają wiele emocji i trzymają w nieustannym napięciu. Autorka dobrze się do nich przygotowała, wykazując się przy tym dużą pomysłowością i umiejętnościami logiczno-strategicznymi. Jestem pewna, że sceny te wypadłyby obłędnie na wielkim ekranie.

Patrząc na wszystko z boku nie można było oprzeć się wrażeniu, iż oto jest się świadkiem spotkania nocy z dniem, zderzenia mroku ze światłością, starcia życia ze śmiercią, czegoś absolutnego, ostatecznego, lecz w jakiś ciężki do zdefiniowania sposób zachwycającego.

Niektórzy twierdzą, że w powieści niektóre opisy są zbyt rozległe, a przeszłość, wspomnienia Megan można by nieco skrócić. Zgadzam się, można by. Tylko czy wówczas mielibyśmy do czynienia z tą samą historią? Myślę, że nie. Fabuła jest bowiem w ogromnym stopniu powiązana z przemyśleniami głównej bohaterki, właściwie to na nich się opiera. Czy można zburzyć fundament domu tak, by nie naruszyć całej reszty? Nawet jeśli  jakimś cudem byłoby to wykonalne, nigdy już nie będzie to ten sam budynek. Rozważania Megan są właśnie taką podstawą, cokołem. Zaś umieszczona na nim rzeźba jest niezwykle osobliwa i fascynująca. Gdyby ograniczyć, zredukować wątek Megan, oczywiście czytelnik szybciej dobrnąłby do finału, ale czy jego punkt widzenia pozostałby taki sam? Uważam, że niekoniecznie. To, jak ja postrzegam całą historię, a zwłaszcza walkę Lucyfera o Lilith, o miłość i prawdę, jest sprzężone z tym wątkiem. Osobowość Megan, jest styl życia, zachowania, myśli i uczucia są istotne i nie da się ich pominąć. Zaś skracając je do minimum autorka zadziałałaby raczej na szkodę książce, aniżeli na jej korzyść.

Autorka jest konsekwentna w prowadzeniu wątków, potrafi trzymać czytelnika w napięciu, zdarzają się również momenty zaskakujące, nieoczekiwane, szokujące. Styl nie przytłacza, jest przystępny, zrozumiały i nie nuży czytelnika. Autorka posługuje się językiem ekspresyjnym, przeplatanym nutą ironii, a nieodłącznym elementem jest czarny humor (tu ukłon jeszcze raz w stronę Megan). Nie byłabym sobą i minęłabym się z prawdą, gdybym nie wspomniała o błędach. Owszem, gdzieniegdzie się zdarzają, jest ich jednak na tyle mało, by potraktować je z przymrużeniem oka.

Na koniec powiem coś, czego nie mówiłam o żadnej innej książce (i autorce). Przyjaciele rozumieją się bez słów. Ja mam wrażenie, że Władczyni Mroku stanowi ten jeden jedyny wyjątek od reguły, gdzie słowo pisane znaczy więcej niż milczenie. Czuję, jakbym znała autorkę od lat. Zaś to, co skrywa się na 557 stronach, trafiło wprost do mojego serca, przeszyło mnie na wskroś. I nawet jeśli jest to coś tak ulotnego, że aż trudnego do zdefiniowania - wiem, że jest jak najbardziej prawdziwe.

Podsumowując, Władczyni Mroku to fascynująca opowieść osadzona w realiach dark fantasy. Historia o wielkiej i niezwykłej miłości, o uczuciach silniejszych niż można sobie wyobrazić, o nieustannej walce mroku ze światłością. Jeśli tylko masz odwagę opowiedzieć się po którejś ze stron, koniecznie sięgnij po tę książkę. 

KLIKNIJ, ABY ZOBACZYĆ, ILE KOTWIC PRZYZNAJĘ TEJ KSIĄŻCE

  • Tytuł: Władczyni Mroku
  • Autor: K. C. Hiddenstorm
  • Rok wydania: 2016
  • Liczba stron: 557

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce, K. C. Hiddenstorm oraz osobie prowadzącej fanpage Władczyni Mroku.


Na podwieczorek mam dla Was zwiastun książki, który samodzielnie przygotowałam ☺

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz