11 lipca 2017

"Dziewczyna na klifie" - Lucinda Riley

Dziewczyna na klifie, Lucinda Riley

W Dziewczynie na klifie zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Dosłownie! Oczarowało mnie to piękne wydanie z subtelną, bardzo kobiecą i odrobinę tajemniczą okładką. Poczułam, że chcę poznać historię, która została tam opisana. Na chwilę zniknąć z Gdańska i przenieść się do malowniczej Irlandii. Umieszczony na rewersie opis obudził we mnie romantyczkę i wywołał ciekawość, której nie sposób było zwalczyć.  Z nadzieją otworzyłam powieść i zatopiłam się w lekturze.

Muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak pięknej i wzruszającej książki. Prawda jest taka, że najczęściej obcuję z kryminałami, thrillerami i powieściami grozy. Tam towarzyszą mi zupełnie inne emocje - napięcie, strach, panika, złość. I nawet jeśli to lubię, czasem potrzebuję odskoczni. Którą znalazłam właśnie tutaj, w książce Lucindy Riley. Rodzinne zawiłości, kłamstwa, cierpienie, tęsknota, ale też miłość i nadzieja - ta mieszanka sprawiła, że moje serce raz po raz boleśnie się kurczyło, a za chwilę biło tak mocno, że omal nie wyskoczyło z piersi.

Na kartach powieści przedstawione zostały losy dwóch irlandzkich rodzin, których drogi skrzyżowały się po raz pierwszy niemal cały wiek temu. Wydawałoby się, że to zamierzchła przeszłość, do której nie warto nawet wracać pamięcią. A jednak okazuje się, że wydarzenia sprzed stu lat miały ogromny wpływ na dalsze losy obydwu rodzin. Rzutują również na teraźniejszość. Przekonuje się o tym Grania Ryan, młoda rzeźbiarka, która po latach nieobecności wraca do rodzinnego domu w Irlandii. Pewnego dnia podczas spaceru spotyka ośmioletnią Aurorę Lisle, która mieszka z ojcem w pobliskim pałacu. Nawiązuje się między nimi nić przyjaźni. Matka Grani, Kathleen, jest mocno zaniepokojona tym faktem. Z obawy przed cierpieniem córki zaczyna snuć opowieść o krętych ścieżkach obydwu rodów. Jej słowa i stare listy uświadamiają Grani, że nad jej rodziną ciąży klątwa, z którą również ona będzie musiała się zmierzyć.

Powieść jest bardzo wciągająca. Im dalej posuwa się akcja, tym mniejsza ochota na przerwę w lekturze. Przewracałam kolejne kartki z nieodpartą ciekawością i nim się spostrzegłam, byłam już w połowie książki. Zarówno współczesne wydarzenia, jak i dawne dzieje Ryanów i Lislów są tak intrygujące, że nie pozwalają na choćby odrobinę nudy. Poruszają, zmuszają do refleksji, a także uświadamiają, że miłość bywa trudna i bardzo wymagająca.

Przez pierwsze sto stron kroczymy we współczesności, śladami Grani i jej bolesnych doświadczeń, które przygnały ją nad zatokę Dunworley. Jesteśmy niemymi świadkami jej rozterek i skrywanego głęboko cierpienia. Poznajemy również Matta, narzeczonego Grani, którego zostawiła w Nowym Jorku. Później akcja na jakiś czas przenosi się do 1914 roku, kiedy to losy dwóch rodzin po raz pierwszy się splatają. W dalszej części książki lawirujemy między teraźniejszością a przeszłością, zagłębiając się w rodzinne koligacje i zawirowania. Błądzimy wśród kłamstw i sekretów, by wreszcie poznać prawdę i zmierzyć się z nią razem z Granią. Pojawia się też iskierka nadziei, że bieg tej niefortunnej historii można zmienić.

To, co mnie w tej powieści oczarowało, to między innymi sposób prowadzenia narracji. Losy bohaterów przedstawione zostały z perspektywy trzecioosobowego narratora. Wydawałoby się, że nie ma w tym nic szczególnego. Autorka zastosowała jednak pewien ciekawy zabieg. Śledząc przebieg wydarzeń, co jakiś czas trafiamy na rozdziały, w których zwraca się do nas bezpośrednio Aurora. Dzieli się swoimi przemyśleniami, wyjaśnia nam pewne szczegóły, a także uzasadnia swoje decyzje i czyny. Fragmenty te są pełne dygresji, które czasem wywołują uśmiech, czasem głębokie wzruszenie, ale przede wszystkim zmuszają do zastanowienia.

Oczywiście to nie jedyny plus tej książki. Lucinda Riley zadbała również o przekonującą kreację bohaterów, sugestywne opisy realiów, atrakcyjnie splecione wątki fabuły oraz niesztampowe zakończenie, które z jednej strony mnie pozytywnie zaskoczyło, z drugiej zaś - odrobinę zasmuciło. To nie jest typowy happy end, jakiego można by się spodziewać. Jeśli zaś chodzi o minusy, bardzo żałuję, że w powieści, której akcja toczy się w Irlandii, tak mało jest Irlandii. Pomijam już fakt, że spora część historii toczy się w Londynie. Brakowało mi malowniczych krajobrazów, z jakich słynie Irlandia. Farma Ryanów i okolice zostały przedstawione bardzo pobieżnie. Autorka w zasadzie zupełnie pominęła opisy przyrody i gdyby nie regularnie przewijający się w książce klif z widokiem na ocean, nie miałabym pojęcia, co to za kraj.

Podsumowując, Dziewczyna na klifie to wzruszająca opowieść o różnych obliczach miłości, o trudach życia, które bywa przewrotne, a także o krzywdach, które raz wyrządzone odbijają się na kolejnych pokoleniach. To również historia o nadziei i o szczęściu, które czasem przybiera zupełnie inną formę, niż byśmy tego chcieli. Polecam tę książkę wszystkim, którzy mają w sobie coś z romantyka. Wielbicielkom literatury kobiecej i miłośnikom skomplikowanych historii rodzinnych. Oraz tym, którzy od czasu do czasu mają ochotę na lekturę pełną wzruszeń przeplatanych chwilami radosnych uniesień.

  • Tytuł: Dziewczyna na klifie
  • Autor: Lucinda Riley
  • Wydawnictwo: Albatros
  • Rok wydania: 2017
  • Liczba stron: 528

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz