1 czerwca 2017

"Zabij mnie, tato" - Stefan Darda

Zabij mnie tato, Stefan Darda

W maju wszystko kwitnie (jakie to odkrywcze!). Pierwsze pączki wypuściła również moja miłość do Stefana Dardy... a raczej do jego twórczości. To wszystko sprawka Wydawnictwa Videograf, które dba o moje samopoczucie niemal z takim samym zaangażowaniem, co mój mąż. W tym miesiącu przywędrował do mnie thriller Zabij mnie, tato. Okładka książki wywołała u mnie pewnego rodzaju niepokój, ale i ciekawość - im dłużej się w nią wpatrywałam, tym bardziej chciałam sprawdzić, co kryje się w środku.

Główny bohater, Zdzisław Mokryna, jest emerytowanym policjantem, który postanawia przeprowadzić się do małego miasteczka o nazwie Ryków. Pragnie uciec od problemów, zgiełku i ludzi. A przede wszystkim chce zapomnieć o traumatycznych wydarzeniach z przeszłości i uciszyć dręczące go wyrzuty sumienia. Życie w odosobnieniu wydaje mu się rozsądnym rozwiązaniem. Wkrótce jednak musi skorygować swoje plany. Los stawia na jego drodze Kamila, właściciela restauracji. Mężczyźni zaprzyjaźniają się i Zdzisław, chcąc nie chcąc, staje się niemalże członkiem rodziny Szykowiaków. Rodzinna sielanka trwa ładnych parę lat. Do czasu... Pewnego dnia dwie młodsze córki Kamila i Izy znikają bez śladu w drodze ze szkoły. Działania lokalnych służb nie przynoszą żadnych rezultatów. Po dziewczynkach słuch zaginął, a ich rodzice oraz starsza siostra, Wiktoria, są bliscy obłędu. Zdzisław Mokryna postanawia rozpocząć własne, prywatne śledztwo. Kiedy na jaw wychodzą zaniedbania ze strony władz i nowe, szokujące okoliczności, wszystkim coraz trudniej uwierzyć, że Julka i Ola zostaną odnalezione całe i zdrowe. 

Pierwsze kilkadziesiąt stron to głównie retrospekcje Zdzisława z ostatnich kilku lat. Bohater snuje opowieść o powodach swojej przeprowadzki, a także o okolicznościach zawarcia znajomości z Kamilem i Izą. Poznajemy bliżej Szykowiaków, ich codzienne zwyczaje, atmosferę panującą w domu. Patrzymy, jak pogłębiały się relacje Zdzicha z nimi, jak krok po kroku stawał się ich przyjacielem, przyszywanym wujkiem, członkiem rodziny. To wszystko opisane jest w taki sposób, że wręcz emanuje sielskością, spokojem i beztroską, ale wciąż pozostaje bardzo realistyczne. Być może dlatego, że Szykowiakowie nie są jacyś nadzwyczajni. To normalni ludzie, otwarci, gościnni i przyjacielscy, ale mający swoje wady oraz mniejsze i większe problemy. Zdzisław w wyniku bolesnych doświadczeń życiowych postrzega rodzinę Kamila inaczej niż zwykły obserwator. Ci ludzie są dla niego ukojeniem, a poczucie bliskości - odskocznią od szarej codzienności.

W pewnym momencie nadchodzi koniec idylli, a jej miejsce zajmują takie uczucia jak strach, rozpacz, złość, smutek czy żal. Po długim, spokojnym wstępie wywołuje to w czytelniku niemały szok. Radosna atmosfera zostaje nagle wyrwana z życia bohaterów, niczym kartka z notesu. Śledzimy bieżące wydarzenia, wzbudzające przerażenie, złość i smutek, co jakiś czas przerywane kolejną serią wspomnień i przemyśleń Zdzisława. Stajemy w obliczu tragedii razem z Szykowiakami, czując ich ból i lęk. Poczucie straty i cierpienie promieniuje niemal z każdej strony powieści. Rozważania i wspominki Mokryny pogłębiają melancholijną atmosferę, ale też trzymają napięciu czytelnika oczekującego na rozwój dalszych wydarzeń.

Rodziny przechodzą czasem trudne momenty, a jeśli sprzyja im trochę szczęścia i jeśli zdrowy rozsądek nie opuszcza ich członków, to przeważnie kłopoty okazują się możliwe do przezwyciężenia. Stają się kolejnymi niechcianymi kartami "Cudownej podróży", których nie da się już zmienić, ale przy odpowiednim podejściu i wielu wysiłkach kolejne strony będą zapisywane treściami, do jakich po latach chętnie się wraca.  Może się jednak zdarzyć również tak, że czysty przypadek, okrutny zbieg okoliczności, jedna niewłaściwa osoba w niewłaściwym miejscu sprawi, że nagle tytuł książki nie brzmi już tak miło dla ucha, jak ten nadany przez Selmę Lagerlof. Bo w niektórych książkach wśród czekających na zapisanie białych kartek zupełnie niespodziewanie czają się potwory.

Zabij mnie, tato to książka z dużą dawką realizmu. Sytuacje następujące w obliczu tragedii są przedstawione bardzo wiarygodnie. Chociażby reakcja mieszkańców miasteczka - niesprawiedliwa, pełna złośliwości. Paskudne plotki nie tylko usypiają czujność lokalnej społeczności, ale też wywołują falę obojętności. Przeżycia rodziców Oli i Julki, ich stan psychiczny nikogo nie obchodzi. Ważne, że jest o czym gadać. Pojawia się również wątek dotyczący niekompetencji władz, niewydolnego systemu sprawiedliwości. Autor pokazuje, że spokojne, sielskie życie to tylko pozory. Trwamy w poczuciu złudnego bezpieczeństwa, które może w jednej chwili runąć. Za sprawą polityków i przedstawicieli władzy podejmujących za naszymi plecami ważne decyzje, które mogą zaważyć bezpośrednio na naszym życiu. Bo kiedy psychopatyczni zabójcy mogą zostać wypuszczeni na wolność, a wszystko w świetle obowiązującego prawa, nikt nie może czuć się tak naprawdę bezpiecznie.

Dużym plusem tego thrillera jest kreacja bohaterów, dość obszerna i zawierająca sporo szczegółów. Początkowo te rozwlekłe opisy uznałam za wadę. Później jednak doszłam do wniosku, że nie znalazły się w książce bez powodu. Dzięki nim jeszcze wyraźniej dostrzegamy zachodzące w obliczu tragedii zmiany w psychice bohaterów. A towarzyszący nam do momentu zniknięcia dziewczynek spokój wydaje się czymś tak odległym, jakby nigdy nie miał miejsca. To chyba jest najbardziej przerażające. Rodzinna sielanka, która trwa i trwa, a nagle znika. I zostaje ból, tęsknota i strach. A wreszcie gasnąca nadzieja. Wszystko to jest bardzo autentyczne i angażuje czytelnika emocjonalnie.

Jeśli chodzi o minusy, przyznam, że zawiodła mnie tylko jedna kwestia - fabuła pozbawiona niedopowiedzeń. Wszystko mamy tutaj podane jak na tacy. Tajemnice szybko się rozwiewają, a czytelnik nie ma szans chociażby na jeden moment zawahania. Szybko zostaje ujawniona tożsamość porywacza (prawdę mówiąc... znajduje się ona już w opisie książki na okładce), więc trwamy w niepewności i napięciu jedynie względem zakończenia. Które na szczęście okazuje się odrobinę zaskakujące.

Trudno mi wypowiedzieć się o tej pozycji jednoznacznie. To angażujący emocjonalnie i uzbrojony w realizm thriller, który ukazuje nie tylko nieudolność prawa, ale i przeżycia ludzi żyjących w cieniu wyrzutów sumienia. To również opowieść o wielkiej sile przyjaźni i poświęceniu. Ja, choć czuję drobny niedosyt, jestem zadowolona z lektury. W sieci natomiast krążą głosy, że jest to najsłabsza książka Stefana Dardy. Jeśli tak, to już nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po resztę twórczości tego autora.

  • Tytuł: Zabij mnie, tato
  • Autor: Stefan Darda
  • Wydawnictwo: Videograf S.A.
  • Rok wydania: 2015
  • Liczba stron: 432

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Videograf S.A.



Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytam, bo polskie organizowanego przez Poligon Domowy.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz