9 czerwca 2017

"Poszukiwacz marzeń. Z kamerą na wojnie w Brazylii" - Karolina Kozioł

"Poszukiwacz marzeń. Z kamerą na wojnie z Brazylii" - Karolina Kozioł

Każdy człowiek ma jakieś marzenia i dąży do ich realizacji. Potrzebujemy marzyć, by żyć. By z ochotą podnosić się z łóżka każdego dnia. By umieć stawać oko w oko z codziennością, czasem niełatwą. Marzenia motywują, dają siłę i odwagę, kształtują w nas wolę walki, wypełniają nadzieją i pozwalają uwierzyć w siebie. A pozytywne nastawienie jest niezwykle istotne, to ono wiedzie ku szczęściu. Jak myślicie, czy to możliwe, by mieszkańcy brazylijskich faweli czuli się szczęśliwi? Czy w życiu przepełnionym strachem o siebie i najbliższych jest miejsce na radość, optymizm, marzenia? Między innymi o tym opowiada Karolina Kozioł w swoim reportażu Poszukiwacz marzeń. Z kamerą na wojnie w Brazylii

Karolina Kozioł jest producentką, reżyserką, aktywistką stowarzyszenia na rzecz praw człowieka, aktywną członkini UNICEF-u. Od kilku lat kręci filmy dokumentalne. Jej najnowszy projekt polega na odwiedzeniu 196 krajów świata i pokazaniu ich mieszkańców, kultury, postrzegania świata. W 2016 roku ukończyła Uniwersytet Walijski w Aberystwyth na kierunku filmowo-teatralnym. Podczas studiów otrzymała stypendium na Uniwersytet w Stanach Zjednoczonych w stanie Ohio, gdzie otworzyła studio filmowe Dream Catcher. Przyniosło ono pierwsze sukcesy filmowe w USA za kampanie antybullingowe, które tworzyła. Od września 2016 roku Karolina Kozioł mieszka w Londynie i uczęszcza na studia magisterskie na Uczelni Artystycznej w Londynie na kierunku telewizyjno-filmowym z językiem francuskim. Podczas studiów zaczęła współpracować z brytyjską telewizją - Channel 4.

Karolina wraz z czwórką znajomych ze studiów postanawia wyruszyć do Brazylii. Łączą ich wspólne pasje, chęć przygody, wolność, a przede wszystkim marzenia. Każdemu z nich przyświeca inny cel podczas tej podróży, wiedzą jednak, że najważniejsze to trzymać się razem i nawzajem wspierać. Czyżby? Już na początku wyprawy pojawiają się komplikacje. Ekipa zaczyna się wykruszać. Stefan i Helled rezygnują głównie ze strachu. To oczywiste, że się boją, ale przecież wiedzieli o tym wcześniej, zanim jeszcze znaleźli się w Brazylii. Więc czemu nagle zmieniają zdanie? Okazuje się, że plany to jedno, a konfrontacja z rzeczywistością - drugie. I wspólne zainteresowania czy wzajemne wsparcie to za mało, przynajmniej w tym wypadku... Karolina jest jednak zdeterminowana - chce zrobić to, o czym tak bardzo marzyła. Nakręcić film dokumentalny o życiu w fawelach, o ich mieszkańcach i panujących tam zwyczajach. Chce pokazać prawdę, jakakolwiek by ona nie była. I jest w stanie zaryzykować.

W książce znajdują się dość szczegółowe opisy faweli, w których dominują ciasne uliczki i stawiane jeden przy drugim maleńkie domy, w których mieszkają często wielopokoleniowe rodziny. Jej uwadze nie umyka brud, a także nieprzyjemny zapach unoszący się z kanałów, do których mieszkańcy wrzucają dosłownie wszystko. Autorka jednak najwięcej uwagi poświęca ludziom i panującej tam atmosferze. Rodzinnej i pogodnej, choć znajdującej się w cieniu wojny między policją (UPP) a mafią. Dostrzega uśmiechniętych, przyjacielskich w stosunku do siebie ludzi, i zadziwia ją ich optymizm. Radość z tego, co mają, choć mają niewiele. 

Odniosłam wrażenie, że jestem w dwóch światach jednocześnie - bieda i bogactwo. Chciałam znaleźć odpowiedź na to, skąd ludzie czerpią tyle energii, dlaczego są tacy szczęśliwi? Czy to dzięki słońcu, które pojawia się nad fawelą każdego dnia, o każdej porze roku? Szczęście to podstawa ich codziennego życia. To energia, którą się tam czuje. Na nic nie narzekali, może tylko na to, że dom mógłby być większy. Byli jednak szczęśliwi. Ich pozytywna energia unosiła się w powietrzu.

Autorka wiele ryzykowała, właściwie na szali postawiła swoje życie, by ukazać prawdę o brazylijskich fawelach. A także o wojnie, która się tam toczy. Jednym z efektów podjętego ryzyka jest przedstawiona w książce rozmowa z członkami mafii, młodymi chłopakami z karabinami w rękach. Muszę przyznać, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Byłam głęboko poruszona i czułam, że lada chwila popłyną łzy. Wobec opisanych tam ludzkich rozterek moje problemy wydają się małe niczym ziarenko piasku. Mieszkańcy faweli nie mają łatwego życia, a mimo to nie ubolewają w kółko nad swoim losem. Cieszą się z tego, co mają. Wielu młodych chłopców wstępuje do mafii, bo nie ma innego wyboru. Chcą zapewnić bezpieczeństwo sobie i bliskim, a to jedyna droga. W głębi serca to dobrzy ludzie, ciepli, przyjaźnie nastawieni, choć odrobinę zagubieni.

To przerażające, że oceniamy ludzi po tym, jak wyglądają, że szufladkujemy osoby, nie wysilając się zbytnio, by poznać ich przeszłość. Teraz wiem, że człowiek z karabinem ma często więcej uczuć i empatii, niż osoby, które otaczają nas na co dzień.

Największy szok czekał na mnie kilka stron dalej, gdy Karolina zwiedzała siedzibę BOPE (grupa antyterrorystyczna, która dba o porządek w fawelach, jeszcze zanim powstało UPP). Nowoczesne pistolety maszynowe, ładunki wybuchowe i długie karabiny, a wreszcie czołg - to nie to, co przeraziło mnie najbardziej... Ciarki na całym ciele pojawiły się dopiero wtedy, gdy autorka zaczęła opisywać ich metody walki z handlarzami narkotyków. A później - rozmowa z jednym z członków, który wyjaśnia, jak zostać jednym z BOPE i jak przebiega szkolenie. Prawdę mówiąc, był to dla mnie moment krytyczny. Emocje wzięły górę i słone krople popłynęły ciurkiem po moich policzkach. Szok, jak ludzie potrafią być bezlitośni, pozbawieniu uczuć, ślepo wykonując rozkazy. Na to nie ma słów. 

Od strony technicznej dziś będzie krótko - autorka posługuje się prostym, łatwo przyswajalnym językiem. Nie znajdziecie tu nudnych, usypiających opisów, za to przeczytacie kilka ciekawych rozmów, wywołujących najrozmaitsze uczucia. Swoją relację z pobytu w Brazylii autorka uzupełnia o własne przemyślenia, bardzo dojrzałe, trafne i zmuszające do refleksji. Książka wzbogacona jest także czarno-białymi fotografiami ukazującymi fawele i ich mieszkańców, idealnie oddającymi klimat tamtego miejsca.

Poszukiwacz marzeń to nie jest zwykły reportaż. To pasjonująca relacja z podróży, naładowana emocjami aż po same brzegi. Krótka, ale tak bardzo treściwa. To historia napawająca optymizmem, zmieniająca spojrzenie na to, co nas otacza. Wiecie co? Zupełnie się tego nie spodziewałam po tej książce! Sądziłam, że lektura uczyni mnie bogatszą o kilka ciekawych informacji... Tymczasem ta książka odwróciła do góry nogami moje postrzeganie świata i własnego życia. Te 80 stron sprawiło, że czuję niemal miliarderką. Nie chodzi o sprawy materialne, skąd. Czuję się bogata tam, w środku - w sercu i w umyśle. 

Polecam ten reportaż każdemu, kto ma marzenia i pragnie je realizować. Kto zastanawia się, czym jest szczęście i jak je osiągnąć. Długo nie zapomnę Poszukiwacza marzeń - mam nadzieję, że również dacie szansę tej książce. Dacie, prawda...?

  • Tytuł: Poszukiwacz marzeń. Z kamerą na wojnie w Brazylii
  • Autor: Karolina Kozioł
  • Wydawnictwo: Psychoskok
  • Rok wydania: 2017
  • Liczba stron: 80

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Psychoskok.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz