19 maja 2017

"Szeptucha" - Katarzyna Berenika Miszczuk

Autorka zdjęcia: Rosa Czyta

W tym roku skupiłam się przede wszystkim na poznawaniu polskich autorów i autorek. Prawdę mówiąc, cudów się nie spodziewałam. Już ładnych parę lat omijałam rodzimą twórczość literacką szerokim łukiem. Zaczytywałam się w skandynawskich kryminałach, zagranicznych thrillerach i powieściach sensacyjnych. Wyobraźcie więc sobie moją minę, kiedy dotarło do mnie wreszcie, że się myliłam. Że rodzima literatura to nie jest, brzydko mówiąc, kupa leżąca na chodniku, którą lepiej obejść albo przeskoczyć. Myliłam się. Oczywiście, zdarzają się lepsze i gorsze pozycje wydawnicze. Ale czy to dotyczy tylko polskiej twórczości?     

Książki nawiązujące do mitologii słowiańskiej wzbudzają moje zainteresowanie już od jakiegoś czasu. Lubię historie, w których pojawiają się pogańskie bóstwa i demony, uwielbiam odkrywać mocno z nimi związany świat przyrody, często baśniowy, owiany aurą tajemniczości. Niesamowite, jak bujna, jak nieokiełznana potrafi być ludzka wyobraźnia. W końcu nie ulega wątpliwości, że rusałki, strzygi, południce i wampiry nie istnieją naprawdę (jeśli się mylę, uświadomcie mnie ☺). To jedynie efekt fantazji naszych praprzodków. Niemniej, ten magiczny świat wykreowany przez Słowian jest niezwykle fascynujący! Zgłębianie go stało się takim moim małym hobby. Tym bardziej, że spora część dawnych wierzeń i obrzędów towarzyszy Polakom (i nie tylko) po dziś dzień, najczęściej pod przykrywką tradycji chrześcijańskich.

Dlatego z przyjemnością wzięłam udział w Book Tour organizowanym przez Sandrę z bloga Rosa Czyta, by poznać pierwszy tom cyklu Kwiat Paproci autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk - Szeptuchę. To już trzecia w tym roku książka nawiązująca do wierzeń słowiańskich, jaką miałam okazję przeczytać. I kolejny strzał w dziesiątkę! Ta wciągająca i przezabawna opowieść zapewniła mi maksimum rozrywki na dwa, a może trzy wiosenne popołudnia.

Autorka osadziła akcję we współczesności, jednocześnie roztaczając wokół czytelnika alternatywną wersję świata. Mieszko I nie przyjął chrztu, a w Polsce wciąż kultywowane są tradycje słowiańskie. I chociaż nowoczesność już dawno wkradła się do kraju, to pogańskie bóstwa wciąż stoją na pierwszym miejscu. A przesądy i pradawne wierzenia stanowią istotny element ludzkiej codzienności.

Wkraczając w ten inny, choć momentami bliski nam świat, poznajemy Gosię, a właściwie Gosławę, która jest świeżo upieczoną absolwentką uniwersytetu medycznego. Od objęcia posady lekarza dzieli ją jeszcze jeden ważny krok - roczny staż u szeptuchy, wiejskiej znachorki. Tyle że dziewczyna zupełnie sobie tego nie wyobraża. Jest kobietą nowoczesną, przyzwyczajoną do życia w mieście. Nie w głowie jej słowiańskie obrządki i zabobony, bo zwyczajnie w to nie wierzy. A już na pewno jej marzeniem nie jest obcowanie z przyrodą, której panicznie się boi ze względu na ... kleszcze, brud, bakterie i wrodzoną hipochondrię. Gosia nie ma jednak wyjścia - jeśli chce pracować w zawodzie, musi stawić czoła swoim fobiom i przełamać niechęć do wiejskiego folkloru.

Wyjeżdża do Bielin, rodzinnej wsi nieopodal Kielc, pod skrzydła miejscowej szeptuchy Jarogniewy. Pierwszy dzień praktyk, podobnie jak kilka następnych, utwierdza bohaterkę w jej sceptycyzmie. Gosia czuje się zagubiona w ten zupełnie innej, obcej rzeczywistości. Nie może pojąć, jak w XXI wieku można jeszcze wierzyć w utopce, rusałki, płanetniki czy inne pogańskie stworzenia. Ziołolecznictwo i magiczne sposoby na różne przypadłości duszy i ciała uważa za jedno wielkie oszustwo. Jednak wkrótce wszystko się zmienia... Dziewczyna poznaje Mieszka, młodego praktykanta u miejscowego wróża. Znajduje w nim towarzysza i powiernika swoich trosk. Jak nietrudno się domyślić, powoli zaczyna czuć do niego miętę. Kiedy odkrywa jego prawdziwą tożsamość, a wreszcie - poznaje prawdę o sobie samej, nie potrafi w to uwierzyć. Ale tylko przez chwilę... bo toczące się wydarzenia nie pozostawiają jej zbyt dużego wyboru.

Muszę przyznać, że jestem oczarowana Szeptuchą i światem, jaki wykreowała w książce Katarzyna Berenika Miszczuk. Niby jest to świat zupełnie inny, typowo baśniowy, a jednak momentami przypominający ten nasz, prawdziwy. Na tym polega cały urok tej powieści! Autorka umiejętnie wplotła magię między elementy realistyczne, tworząc niepowtarzalną i fascynującą scenerię. A całości dopełniają odpowiednio skrojone postacie, idealnie do tej scenerii dopasowane. Każda z nich inna, na swój sposób wyjątkowa, a razem stanowią mieszankę wybuchową. Wierzcie mi, wiem co mówię - podczas lektury trudno nie wybuchnąć śmiechem.

Postanowiłam, że przestanę tak bardzo się przejmować tym, że nie mam faceta. Szeptucha do dzisiaj nie znalazła męża i jest szczęśliwa. Ma dobrze prosperujący biznes, szacunek lokalnego społeczeństwa, kota, kości zwierząt w kredensie, złotą licówkę...
Bogowie, jednak muszę znaleźć sobie faceta.

Gosława potrafi doprowadzić zarówno do łez (oczywiście mam na myśli łzy radości), jak i do szewskiej pasji. Jej malkontenctwo, cały pakiet fobii, ciapowatość, naiwność i niewyparzony język trochę mnie irytowały. Stanowiły jednak podstawę wielu zabawnych, a często wręcz komicznych sytuacji. Trudno zatem nie przymknąć oka na liczne wady bohaterki. Z kolei Mieszko to mężczyzna nieco tajemniczy, spokojny i niezwykle inteligentny. Jego ironiczne, kąśliwe uwagi stanowiły świetny kontrast dla nieporadnych, często głupkowatych wypowiedzi Gosi. Ich pełne humoru dialogi niejednokrotnie sprawiały, że miałam ochotę kulać się po podłodze ze śmiechu. To jeden z najzabawniejszych duetów, jakie miałam okazję poznać. I wreszcie Baba Jaga - osoba sympatyczna, niezwykle błyskotliwa, szczera, a przy tym dość zasadnicza. Jej rozmowy z główną bohaterką równie często potrafiły wywołać szeroki uśmiech.

Sięgnęłam do jego płóciennej tuniki rozchełstanej pod szyją. Szarpnęłam mocno za brzeg. Materiał rozdarł się. Zobaczyłam długą na mniej więcej pięć centymetrów bliznę tuż pod jego sercem. Przejechałam po niej palcem.
- Kim ty jesteś? - zapytałam głucho.
Dramatyzm całej sytuacji szybko znikł, gdy zauważyłam, że podwinęła mi się sukienka, odsłaniając majtki z Hello Kitty.

Szeptucha to powieść, która wciąga już od pierwszych stron. Jest zabawna i taka... świeża! Trudno się oderwać od lektury, a kiedy już do tego dojdzie, to magia bijąca z tej książki i tak towarzyszy czytelnikowi cały dzień. Ja przede wszystkim gratuluję autorce pomysłu i lekkości, z jaką prowadzi odbiorcę przez kolejne strony. Niby romans, ale jednak nie do końca. Powiedziałabym raczej, że jest to baśniowa wersja romansu, okraszona słowiańskością i absolutnie wyjątkowym poczuciem humoru.

Książkę polecam głównie kobietom szukającym przyjemnej odskoczni (od czegokolwiek). Wielbicielkom romantycznych historii toczących się w nietypowej, bajkowej scenerii. Miłośniczkom słowiańskich wierzeń przedstawionych w błyskotliwy, lekki i zabawny sposób. Ja już nie mogę się doczekać, kiedy rozpocznę lekturę drugiego tomu. Z pewnością podzielę się wrażeniami. Tymczasem życzę wam miłej lektury! A jeśli znacie Szeptuchę, koniecznie napiszcie kilka słów w komentarzach ☺.

  • Tytuł: Szeptucha
  • Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Rok wydania: 2016
  • Liczba stron: 416



Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytam, bo polskie organizowanego przez Poligon Domowy.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz