31 stycznia 2017

"Sprawa Niny Frank" - Katarzyna Bonda

Sprawa Niny Frank, Katarzyna Bonda, book

Sprawa Niny Frank ma na koncie wiele różnych opinii. Niektórzy mocno krytykują tę pozycję, inni - wręcz przeciwnie. Moja ciekawość została solidnie rozbudzona. Postanowiłam więc przekonać się na własnej skórze, co też ciekawego do świata kryminałów wniosła pani Bonda. Czy w ogóle coś wniosła, a może tylko namieszała? Trafiwszy na wyjątkowo korzystną ofertę, zrobiłam zakupy z rozmachem godnym mola książkowego. Zakupiłam cały cykl z Hubertem Meyerem i już zacierałam ręce. Które ostatecznie nieco mi opadły pod koniec pierwszego tomu... Ale o tym za chwilę.

W Mielniku nad Bugiem rzecz się dzieje niesłychana - zamordowano gwiazdę telewizyjną - Ninę Frank. Na miejsce przybywa Hubert Meyer - profiler policyjny z Katowic. Stoi przed nim niełatwe zadanie, a w sumie dwa. Po pierwsze - musi rozwikłać zagadkę śmierci aktorki, a po drugie - przełamać niechęć funkcjonariuszy z Komendy Wojewódzkiej w Białymstoku. Zresztą nawet w Mielniku jest traktowany z dystansem. I tym sposobem z obiecywanego odpoczynku na wsi nici. Meyer musi spiąć tyłek i po raz kolejny udowodnić, że zawód profilera jest potrzebny.

Jedynym sprzymierzeńcem Meyera okazuje się podkomisarz Eugeniusz Kula, komendant posterunku w Mielniku. Jest to najciekawsza postać - doskonale wykreowana przez autorkę. Barwna, realistyczna, dopracowana w każdym calu. Kula lubi czytać kryminały, a w Meyera zapatrzony jest jak w obrazek. Jego styl bycia, sposób wysławiania się i metody działania są niezwykle spójne. Prosty z niego chłop, ale niezwykle zabawny i uroczy. Trochę jak wyjęty z filmu U Pana Boga za piecem. Aż poczułam ukłucie żalu, że nie jest głównym bohaterem! Jeśli zaś chodzi o profilera, to jego kreacja jest niezła, ale w żadnym razie nie wyjątkowa. Meyerowi brakuje nieco wyrazistości - jak dla mnie to zwykły facet wykonujący nietypowy zawód. Ale nic poza tym.

Dość ciekawie została przedstawiona postać Niny Frank. Z jednej strony mamy elektroniczny dziennik aktorki, z drugiej - profil tworzony przez Meyera. Pojawiają się również zeznania świadków. Im bardziej zbliżamy się do rozwiązania, tym więcej dowiadujemy się o życiu gwiazdy tuż przed śmiercią, a także o jej przeszłości. Co prawda Bonda zadziałała tu nieco schematycznie - pewne rzeczy zwyczajnie nie zaskakują czytelnika. Jedna Nina Frank z pewnością jest lepiej wykreowana, niż sam profiler.

Generalnie nie mam Katarzynie Bondzie zbyt wiele do zarzucenia. Ma świetny warsztat, potrafi stworzyć ciekawych bohaterów. Umiejętnie zaplanowała fabułę, do samego końca trzymając czytelnika w niepewności. I nawet jestem w stanie wybaczyć autorce mało wyrazistego Meyera. Spodziewam się, że nadrobi to w kolejnych tomach. Jednego tylko nie rozumiem. Wspominałam o tym na początku - jest coś, przez co ręce mi opadły. A mianowicie... dwa ostatnie rozdziały. Kompletnie ich nie rozumiem (czy tylko ja tak mam?). Prawdę mówiąc, od chwili gdy zakończyłam lekturę tej książki, moim marzeniem jest spotkać Katarzynę Bondę i porządnie jej nawtykać. Nie sądzę, by do tego doszło. Może i lepiej...

Kryminał oceniam całkiem nieźle, choć gdyby tak wyrwać ostatnie kilkanaście stron... A co wy myślicie o tej książce? Czytaliście? Czy zakończenie zaskoczyło was równie mocno jak mnie? Koniecznie dajcie znać w komentarzach ☺

  • Tytuł: Sprawa Niny Frank
  • Autor: Katarzyna Bonda
  • Wydawnictwo: Muza SA
  • Rok wydania: 2015
  • Liczba stron: 416



Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytam, bo polskie organizowanego przez Poligon Domowy.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz