16 lutego 2016

5 przeszkód na drodze do sukcesu

5 przeszkód na drodze do sukcesu

Większość z nas w głębi serca marzy o tym, by odnieść w życiu sukces. Niezależnie od tego, czy dotyczy on sfery zawodowej, rodzinnej, a może wiąże się z rozwijaniem pasji. To słowo na S czasem wydaje się nieosiągalne. Dlaczego? Bo brakuje czasu, pieniędzy, nie widać takiej możliwości... Pytanie tylko, czy to są prawdziwe przeszkody? Czy przypadkiem nie jest tak, że są to jedynie wymówki? Preteksty, które mają za zadanie przysłonić prawdziwe przeszkody na drodze do sukcesu? Myślę, że najtrudniejszą rzeczą do pokonania jest strach. Strach przed nieznanym, przed porażką, niepowodzeniem. I nasze myślenie. Ono jest murem, które często nie pozwala iść naprzód.

Chciałbym czy chcę?

Chciałbym lepiej zarabiać, mieć więcej czasu dla rodziny, wyjechać na wakacje do Hiszpanii, napisać książkę, przejechać całą Polskę na rowerze. Ile razy powtarzamy sobie słowo chciałbym? Dużo, ja myślę, że nawet bardzo dużo. Naprawdę nie wiem, po co to tak utrudniać. Tryb przypuszczający zostawmy przypuszczeniom, domysłom i bujdom na resorach. Fajnie byłoby, gdybym... tyle dokładnie znaczy to marudne chciałbym. Zero pewności, zupełny brak przekonania. Po prostu takie gdybanie. A przecież żeby osiągnąć sukces, musimy być pewni, że tego właśnie chcemy. Inaczej marzenie pozostanie marzeniem, a w życiu nic się nie zmieni. Wakacje spędzimy w najlepszym wypadku na działce, a na rowerze pojedziemy do sklepu po bułki. Tak to działa. 

Dlaczego zamiast chciałbym nie mówimy chcę? Bo tryb oznajmujący jest zbyt... no właśnie, jaki? Zbyt pewny, zbyt jednoznaczny, zbyt definitywny? Brzmi jak obietnica, zapewnienie? I oto właśnie chodzi! Kiedy czegoś chcemy, mówmy, że chcemy, a nie, że chcielibyśmy. Chcieć to być zmotywowanym do działania. Być zdecydowanym. Słowo chcę to gwarancja sukcesu. A przynajmniej gwarancja tego, że nie poddamy się na starcie. Oczywiście dążenie do celu nie zawsze jest łatwe, po drodze mogą pojawić się trudności. Ale jeśli czegoś się chce, trzeba o to trochę zawalczyć. Bez pracy nie ma kołaczy, nie jeden raz się o tym przekonałam.

5 przeszkód na drodze do sukcesu

A co, jeśli się nie uda?

To pytanie zadaje sobie chyba każdy, jeszcze przed startem. Tak prawdę mówiąc, zupełnie nie wiem, po co. To jak samemu sobie podciąć skrzydła. Chcemy coś zrobić, ale boimy się przykrych konsekwencji. Tyle tylko, że nie mamy pojęcia, co się wydarzy. Możemy stać w miejscu i gdybać o skutkach naszych decyzji. Przeżyć tak całe życie. Albo możemy działać i przekonać się na własnej skórze, czy nasze obawy były słuszne. A nawet, jeśli się okażą słuszne, to co? Przynajmniej nie będzie nudno. Zrobimy coś nowego, zdobędziemy nowe doświadczenia. Wyciągniemy wnioski z tego, co nas spotkało. Lepiej poznamy samych siebie. Będziemy mieć co wspominać na starość. To chyba lepsze, niż bezczynność. Bezczynność nie jest konstruktywna, porażka - tak.

Jesteś taki, jak twoje decyzje

To, jakie podejmujemy w życiu decyzje, świadczą o tym, jacy jesteśmy. Nie da się od tego uciec. Złodziej jest złodziejem, bo decyduje się kraść. Gdyby nie kradł, nikt nie nazwałby go złodziejem. Jeśli Bronek jest bardzo ostrożnym człowiekiem, takie też są jego decyzje. Nie stwierdzi on nagle, że znudziła mu się papierkowa robota i rzuca to w cholerę. Nie spakuje swojej torby i nie wyruszy w nieznane. Bo jest ostrożny. Zawsze wszystko musi przemyśleć, przeanalizować wszystkie za i przeciw. Ostatecznie z głową w papierkach będzie marzył o dalekich podróżach. I na tym poprzestanie. Tak jest z każdym z nas. Decyzje mają wpływ na nas, a my - na nie. Warto więc zastanowić się, jacy jesteśmy i czy faktycznie chcemy coś w swoim życiu zmienić. A jeśli tak, warto zacząć od pracy nad sobą. 

Spójrz na mnie. Kiedyś byłam nieśmiałą, zamkniętą w sobie dziewczyną. Bałam się wyrażać swoje zdanie publicznie. Nie lubiłam dzielić się swoimi przemyśleniami. Czułam się wtedy tak, jakby ktoś mnie rozbierał. Dziś czytasz moje wypociny. Możesz się ze mną zgadzać lub nie. Możesz mnie wyśmiać, skrytykować, olać. A ja nie czuję się ani trochę nieswojo. Nie czuję skrępowania, ba, nawet cieszę się, że tu jesteś. Bo podjęłam w życiu różne decyzje, zaczęłam działać. Popracowałam nad swoją nieśmiałością, stałam się bardziej otwarta. To spowodowało, że podjęłam decyzję o założeniu bloga. Nigdy bym tego nie zrobiła, gdyby nie wcześniej podjęte kroki... A teraz? Pisanie tu, w moim wirtualnym zakątku, dodaje mi jeszcze większej śmiałości. Sprawia, że coraz częściej podejmuję dyskusje w realnym życiu.

5 przeszkód na drodze do sukcesu

Planowanie drogi do sukcesu

To prawda, że pewne rzeczy warto zaplanować wcześniej. Wesele chociażby. To jednak nie jest całkiem adekwatny przykład. Bo kiedy data ślubu jest wyznaczona, to znaczy, że kawałek drogi mamy już za sobą. Trzeba było pójść załatwić formalności, złożyć dokumenty, start już za nami. I to ma sens. Inaczej jest, gdy jeszcze nawet nie ruszyliśmy z miejsca. Rozważamy, planujemy, czas mija, a my wciąż stoimy w miejscu. Inni już biegną, działają. Może nawet popełnili falstart, ale to i tak lepsze, niż rozkładać na czynniki pierwsze coś, czego się nawet nie zaczęło realizować. Zamiast tworzyć sobie w głowie plan idealny, warto po prostu zacząć działać. Na udoskonalanie tego planu przyjdzie czas później. Po drodze. Zwłaszcza, że nie mamy pojęcia, jak to wszystko potoczy się w trakcie realizacji. 

Kiedyś planowałam zakup skutera. Wyjechałam do pracy za granicę, zarobiłam niezłą sumkę. Kiedy wróciłam, długo zastanawiałam się nad modelem jednośladu. Później rozmyślałam, jak go przetransportuję do domu i kto mnie nauczy jeździć. Gdzie będę ćwiczyć, ile czasu na to poświęcę. Czy uda mi się nim dotrzeć nad morze. Nim się spostrzegłam, przyszły inne wydatki i zakup skutera zszedł na dalszy plan. Do dziś tego żałuję. 

A może to zły pomysł?

Często boimy się, jak zostanie odebrane to, co robimy. Zastanawiamy się, czy nasz pomysł nie zostanie uznany za głupi albo dziwny. To normalne, boimy się krytyki. Ale czy tylko dlatego powinniśmy rezygnować z realizacji naszych celów? 

Załóżmy, że chcemy napisać książkę. Nie, nie... załóżmy, że piszemy książkę! Thriller psychologiczny. Chcemy wypaść jak najlepiej, trafić do jak największego grona czytelników. Ale dobrze wiemy, że każdy z nich ma inne upodobania. Jeden woli powieści kryminalne, inny - biografie i książki dokumentalne. Nie wszyscy lubią to samo. I w tym tkwi sedno sprawy. Nie każdy pochwali to, co robimy. Nie każdego zachwyci końcowy efekt. Najważniejsze jest nasze wewnętrzne przekonanie, pewność, że to właśnie taką drogą chcemy podążać. Opinie ludzi trzeba uszanować, ale nie mogę być one jedynym wyznacznikiem naszego życia. 

Oczywiście, warto przyjąć krytykę, bo w dłuższej perspektywie może ona przynieść nam wiele korzyści. Spojrzymy na samych siebie z innej perspektywy. Możliwe, że coś ulepszymy, dokonamy niezbędnych poprawek. Jednak to, że zbierzemy szereg negatywnych opinii, nie oznacza, że mamy się nad sobą rozczulać i ustawać w walce. Nie, to ma nas motywować do jeszcze lepszej pracy. 

Moim zdaniem nie ma złych czy dobrych pomysłów. Pomysł po prostu się pojawia. Jest i czeka, aż podejmiemy wyzwanie. Jak piłeczka golfowa, która sama nie znajdzie się w dołku. My powinniśmy realizować każdy pomysł jak najlepiej umiemy. Żeby później nie żałować. 



Jakie jeszcze przeszkody przychodzą wam do głowy, kiedy myślicie o drodze do sukcesu? Co was motywuje, a co sprawia, że macie ochotę rzucić to w cholerę i się poddać? Podzielcie się w komentarzach waszymi doświadczeniami.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz